Rok pod znakiem „9”
2016 rok to
numerologicznie 9 rok. To czas podsumowywania i kończenia wielu spraw.
To także czas zbierania owoców swojej pracy. Ja też jestem „9”.
Wyjątkowym dniem, był dzień urodzin (też same „9.” jakkolwiek by nie
liczył) – skończyłem wtedy 36 lat. Nie było imprezy ani tortu. Nikt też
mnie nie odwiedził. Spędziłem ten dzień samotnie, na spacerze w
otoczeniu śpiewu ptaków, szumu wiatru, lasu i wody.
Rok
pełen magii.
To moja ścieżka, na której odnajduję swoją duchowość. Magia wróciła. W
kwietniu zacząłem od Beltane i tak już w każdy sabat – no prawie,
sierpniowy się nie udał z uwagi na wyjazd. Od czasu, kiedy wybrałem się
na targ staroci, zachwyciłem się nim i zacząłem kompletować swój
magiczny asortyment. Zaczęły pojawiać się kielichy, kociołki, miseczki. A
wszystko później trafiało na mój świąteczny ołtarzyk – magiczną
półeczkę, gdzie pojawiały się świąteczne dekoracje. Wrócił temat
czarownic, o którym opowiadałem na dwóch spotkaniach.
Mimo,
iż czasem brak było weny twórczej i chęci na cokolwiek, to był to rok
bardzo twórczy. Namalowałem prawie 500 prac. Nigdy wcześniej nie
zrobiłem Az tylu prac. Do tego doszły wystawy. Więskzosc było kilku
tygodniowych, ale były też i krótsze. W sumie prace pokazywałem w 35
miescach. Prawie trzy wystawy w miesiącu. Pojawiły się nowe tematy w
obrazach. Były gejsze i akty malowane tuszem, były portrety pastelami,
były serie akwarelek i prac malowanych kawą.
Rok
wielu wyjazdów, szczególnie dalekich. Odwiedziłem Łódź, Częstochowę,
Wrocław, Warszawę. Był też Milicz i Krotoszyn. Ale najwięcej obaw miałem
jadąc jeszcze dalej. To wyjazd do Szczecina i dwukrotny do Rzeszowa. To
były moje pierwsze tak dalekie wyjazdy. Mimo obaw, wróciłem z nich
bardzo zadowolony.
Były też szczególne wydarzenia.
To
40-lecie Liceum Plastycznego w Zduńskiej Woli. Po 10 latach, a 16 od
ukończenia szkoły spotkałem się z kolegami i koleżankami ze szkoły i
klasy. Do tego spotkania z nauczycielami. Szczególnie miło wspominam
wychowawczynie, nauczycielkę od historii czy nauczyciela od matematyki.
Długo zastanawiałem się, czy w ogóle jechać a przekonała mnie jedynie
wystawa malarstwa nieżyjącego już p. Franciszka Kubiaka – mojego
nauczyciela od malarstwa. Choć całej wystawy nie obejrzałem, to
spotkałem rodzinę p. Kubiaka, z którą nadal utrzymuje kontakt (choć dość
sporadyczny).
Drugim wydarzeniem
był mój dwukrotny udział jako „książki – były kleryk” w Żywej
Bibliotece. Fantastyczne doświadczenie. To byłą okazja, aby przyjrzeć
się swojej historii, zweryfikować obrazy, utarte schematy, odpowiedzieć
sobie – czy było warto. Było warto. ŻB jeszcze bardziej mnie w tym
utwierdziła. Poznałem przy okazji nowych ludzi. Po drugiej ŻB szukałem
nawet jednej rozmówczyni, która zapadła mi w pamięci – znalazła się
(Marta).
To był trudny rok. Co kilka
tygodni chciałem znikać z Internetu – z FB. Niestety dużo czasu spędzam
w sieci. Czasami gubiłem sens wszystkiego, co do tej pory robiłem.
Zrobiłem czystki na swoim prywatnym koncie na fb: usunąłem wszystkie
wiadomości, zdjęcia i wszystkich znajomych – 500 osób. Było mi to
potrzebne dla wewnętrznego spokoju.
W
najtrudniejszych momentach wracałem do mojego blogowego: przyjaciela.
To mój dzienniczek, gdzie mogę napisać wszystko, co mnie wkurzało i nikt
mnie za to nie hejtował. Przejrzałem ów dzienniczek. Nie było tak źle –
tylko 13 wpisów.
Mimo burzy w
głowie, bałaganu myśli, czasem trudnych wyborów i decyzji, to był bardzo
udany rok. Wiele dobra wprowadziły w niego ludzie, których w różnych
okolicznościach poznawałem. I tu przyszedł czas, aby skomentować wybór
zdjęć.