Po nocnym cyrku kierowcy, długo zastanawiałem się co napisać.... Minął tydzień. Emocje trochę opadły. Nie będzie to sucha relacja jak i co było. Podzielę się z Wami własnymi odczuciami i spostrzeżeniami. To będzie bardziej prawdziwe niż ładna japońska "bajeczka".
W weekend: 19-20 października 2013 w Poznaniu odbył się Festiwal Kultury i Popkultury Japońskiej - Japanicon 4. Do udziału w festiwalu zostałem zaproszony przez organizatorów - Grupę Miohi z Krakowa. Byłem jednym z czwórki zaproszonych gości. Ucieszyłem się. Bywam zapraszany na różne imprezy jako gość, więc wiem, czym różni się taka osoba od zwykłego uczestnika imprezy. Wiadomo, bycie gościem imprezy to wyróżnienie i pewne przywileje (a przynajmniej tak mi się wydawało). Wszystko zostało ustalone: wystawa, spotkanie autorskie (które nie doszło do skutku), panele, warsztaty, dojazd i powrót mangobusem z grupą z Krakowa a także nocleg (zrezygnowałem z hotelu na rzecz bycia wśród ludzi i uczestniczenia w całej imprezie). Zapomniałem dopytać o wyżywienie. Na miejscu okazało się, że muszę je sobie zapewnić we własnym zakresie - jak każdy uczestnik. Tylko wolontariusze nie muszą się o to martwić. Na szczęście obok szkoły była Biedronka a wolontariusze mieli czajnik.
Dzień wcześniej, w piątkowe popołudnie jechałem na imprezę pełen nadziei i z ciekawością: jak to będzie. Był to mój pierwszy raz na konwencie. A pierwszy raz to ważne wydarzenie, które wyrabia w nas opinię o nim. I ten pierwszy raz okazał się hm..... "niemiłą przygodą".

Po dotarciu na miejsce, dwie godziny czekałem, aby gdzieś mnie ulokowano. Dostałem salę razem z wystawcami. Na samo miejsce nie narzekam - było cicho i spokojnie. Sam Festiwal był dla mnie nowością. W godzinach porannych w sobotę zaczęli się schodzić uczestnicy. Ich ilość była dla mnie zaskakująca. A jeszcze bardziej zaskakujące były dla mnie przebrane osoby za bohaterów z mangi lub anime. Im bardziej się impreza rozkręcała, tym mój nastrój stawał się coraz lepszy. Choć charakter imprezy - głównie nastawiony na popkulturę, to nie moja dziedzina i większość czasu poświęciłem (niepotrzebnie, i stąd m.in. mało zdjęć i sam mało skorzystałem) na przyglądanie się, mimo to byłem zadowolony. Niestety, im bliżej końca imprezy, zadowolenie było coraz mniejsze. Organizację sprzątania szkoły (7 godzin) pozostawię bez komentowania. A gwoździem do trumny był sam powrót i bardzo niemiłe zachowanie kierowcy. Z organizatorami miałem ustalone, że odwiozą mnie tam, skąd wsiadałem. W drodze (3-4 nad ranem) "pomylił" kierunki, nie chciał zawrócić i stwierdził, że "dla jednej osoby nie będzie zmieniał trasy, a gościu siedzi cicho i nic nie mówi, gdzie jechać. Wysadzi mnie gdzieś w Cz-wie a stamtąd sobie jakoś wrócę". Kierowca miał dwa dni (nic nie robił), aby sprawdzić sobie trasę powrotną, miał GPS, a na drodze wystarczyło patrzeć na znaki. Myślę, że dobrze wiedział którędy jechać, ale nie chciał. Później był godzinny postój. Miałem ochotę wyjść. Jakoś bym sobie poradził. W końcu odwieziono mnie. Szkoda tylko niepotrzebnie dołożonej trasy. Wychodząc z autobusu grzecznie się pożegnałem. Kierowca nie odezwał się ani słowem. Okazał się strasznym gburem. Organizatorka mnie przepraszała, ale... nie chciałem już nic mówić. Odpuściłem. Jeszcze przed wyjazdem miałem nadzieję, że następnym razem będzie lepiej, ze spotkamy się na innej imprezie lub przy innej okazji. Po tym co zaszło w autobusie, dziś takiej nadziei nie mam i nie sądzę, że będzie następny raz.
Mimo, że charakter festiwalu nie był w moim klimacie, wolę trochę inna tematykę, to z samej imprezy jestem zadowolony. Niestety nie mogę tego samego powiedzieć o organizacji. W tym przypadku wróciłem bardzo rozczarowany. Czytając relacje na różnych blogach okazuje się, że to nie tylko moje zdanie. Zdobyłem nowe doświadczenie. Wiem też, że przy podejmowaniu współpracy trzeba czasem być urzędnikiem i mieć wszystko zapisane na papierze, niż załatwiać coś "po przyjacielsku".
Kilka punktów, które mnie zainteresowały:
- W sobotnie popołudnie na sali gimnastycznej
odbyły się pokazy i warsztaty kyudo prowadzone przez Wrocławskie
Stowarzyszenie Kyudo. Po tej części spotkałem znajomego, który przyjechał na Mistrzostwa Polski w Kendo, które w tym samym czasie odbywały siew Poznaniu.

- Widowisko muzyczno - taneczne Kostiumowej Agencji Artystycznej "Gejsza-art":
Witamy w "Świecie Wierzb i Kwiatów". Na ten punkt programu czekałem z niecierpliwością. I było warto. Podczas wieczoru zaprezentowano zarówno taniec
Gejsz jak i grę na tradycyjnych japońskich instrumentach - shamisenie i koto.
Występ dopełniła prelekcja na temat świata gejsz, ich historii oraz pokaz
fotografii. Były też konkursy i zabawy dla ochotników. Do jednej z nich zostałem wyciągnięty z tłumu :) Na koniec wspólne zdjecie z gejszami. Była to okazja, aby osobiście poznać grupę: panią okasan - menagera, kierowcę (samuraja) i dwie z czterech dziewczyn - główne bohaterki wieczoru. Do tej pory znaliśmy się tylko z internetu. Wymieniliśmy się spostrzeżeniami i dostałem zaproszenie do Krakowa - do "centrali" :) Wybiorę się na pewno. Ten punkt programu był dla mnie najciekawszy. To była ta Japonia, którą uwielbiam: klimat, muzyka, dekoracje. Było świetnie.
- trzecim punktem miały być warsztaty z kaligrafii. Niestety z powodu choroby prowadzącej, nie odbyły się. W zamian za to wziąłem udział w panelu dot. wschodnich sztuk walki (taki sobie, choć część praktyczna była zadawalająca)
Moje punkty programu:
- wystawa - w jednej z sal, wisiały moje prace razem z dekoracjami "Gejsza-art". To był taki miły japoński kącik. Trudno mi powiedzieć, czy było zainteresowanie, ale wielu osobom prace się podobały i byli zachwyceni.

- panele: poprowadziłem trzy panele: "Malarstwo i kaligrafia japońska", "Ikebana" i "Święta i festiwale japońskie". Pierwszy i trzeci zgromadził sporo uczestników. Nie było akademicko, ale pojawiały się pytania, dyskusje- było na luzie. Ikebana nie miała wielu zwolenników - w tymsamym czasie odbywał się cosplay,m wiec dla mnie to normalne\, ze tam zgromadziła się większość. Sam te chetnie bym poszedł popatrzeć, ale obowiazki. Mimo niewielkiej liczby zainteresowanych, prezentację "okroiłem" a dodatkowo zrobiliśmy warsztaty układania ikebany. Tutaj było bardzo spontanicznie z dużą dawką śmiechu. Powstały trzy ikebany: dwie - standardowe, trzecia - ludzka, która wywołała najwięcej emocji., gdyż "elementami" kompozycji byli sami uczestnicy.
- warsztaty z malarstwa japońskiego: ilość chętnych była dla mnie największym i bardzo miłym zaskoczeniem. Mając w pamięci podobne warsztaty na innych imprezach z niewielką liczbą uczestników, nie spodziewałem się aż tak dużego zainteresowania tradycyjnym malarstwem japońskim. Przyszło ponad 40 osób. Zaczęło brakować papieru, i pędzli (więcej niestety nie miałem i trzeba było się wymieniać). Malowaliśmy bambusy, orchidee i liście klonu. Wiele osób pierwszy raz spotkało się z techniką sumi-e. W efekcie powstało wiele bardzo prac. Niektórych to wciągnęło i chcieliby dalej, już samemu, zgłębiać tajniki tej sztuki. Po warsztatach byłem bardzo pozytywnie zaskoczony. To dobry znak dla mnie, że oprócz rysunków mangowych, sumi-e też ma wzięcie. I warto iść w tym kierunku.
Więcej zdjęć z Festiwalu
TUTAJ i na Facebook`u -
strona wydarzenia